(Ten wpis powstał jakiś czas temu, ale dopiero teraz jakoś się zebrałem na odwagę, żeby puścić go w cyfrowy obieg.)
Premiera iPada za nami. Blogi i kanały RSS wypełniły się unboxingami, pierwszymi wrażeniami i recenzjami. Pragnienie posiadania zapłonęło we mnie ponownie gorącym ogniem, zupełnie jak podczas pierwszej prezentacji tabletu. Szybka wizyta na Allegro i... no tak, w najlepszym wypadku 2000zł, totalnie poza moim zasięgiem. Wraz z tą myślą naszła mnie następna, i to wcale nie nowa: oni to mają zajebiście. Oni to oczywiście Amerykanie, a czemu zajebiście? Bo tanio, i jest.
Według Develop Magazine, game designer ze stażem poniżej trzech lat (czyli ktoś, jak ja) zarabia w Stanach średnio 3000$ miesięcznie (powiedzmy, że ta sama liga, jeśli zmienimy dolary na złotówki). Weźmy go więc jako reprezentatywnego przedstawiciela społeczeństwa (owszem, wystarczy, to mój blog!) i uznajmy, że ceny, które on płaci w dolarach, ja płacę w złotówkach.
John, bo tak go nazwałem, za nowiuśkiego iPada w najtańszej wersji musi zapłacić 500$ - ja 2000. Za iPhona 200$ - w Playu, w niemałym abonamencie telefon ten kosztuje ok 1450 zł. Xbox 360 (300$) i PS3 (300$) to u nas jakieś 950 i 1350 złotych. Za appsy na iPhona John płaci najczęściej od jednego do pięciu dolarów, za nowe gry na konsole - 50$. W moim świecie to od 4 do 20zł, 200zł za grę konsolową.
Tyle w temacie "tanio". Jeśli zaś chodzi o "jest", to... no cóż, John, jako posiadacz iPada, ma dostęp do ogromnego katalogu iTunesów - muzyka, filmy, seriale, książki. Może też wypożyczać filmy z Netflixa, zaprenumerować sobie Wall Street Journal i bóg wie co jeszcze, a jesteśmy dwa dni po premierze. Ja? Not so much...
Ale czemu o tym piszę? Nie chodzi tu o to, że lubię narzekać, że czuję się pokrzywdzony przez los, ani że zazdroszczę Amerykanom (no dobra, to akurat trochę prawda). Sęk w tym, że żyjemy w swoistym dysonansie poznawczym. Jesteśmy zanurzeni w internetowej rzeczywistości, kreowanej w dużym stopniu w Stanach czy na zachodzie Europy; żyjemy nowinkami, premierami gier i gadżetów, a polskie serwisy na krok nie ustępują zachodnim w relacjonowaniu tego wszystkiego na bieżąco. Z drugiej strony, z materialnego punktu widzenia, pozostajemy w zupełnie innej lidze. Chciałbym zobaczyć minę Johna, gdyby ktoś kazał mu zapłacić 2000$ za iPada albo 1350$ za PS3.
Powinniśmy od technologicznych gigantów i wydawców gier dostać medal za gotowość do wydawania tak grubej kasy na hi-techowej rozrywki... albo za frajerstwo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz