wtorek, 25 maja 2010

O polskim dubbingu gier.


Korzystając z zajebistej nawiasem mówiąc promocji, nabyłem ostatnio L4D2 i ME2. Po kilku minutach gry w drugą pozycję z tej pary uświadomiłem sobie, że coś jest nie tak...

...ej, w mojej grze są polscy aktorzy! 

No tak, w końcu to polska wersja, i to pełna, z aktorami. Pytanie brzmi, czemu ktoś chciałby sabotować tak fajny tytuł (ba, jakikolwiek tytuł!) polskim voice-overem? No temu, że wciąż nie wszyscy znają dobrze angielski, nie wszyscy lubią napisy/umieją czytać a w ogóle to tak jest wypaśniej. 

Nie jest.

Generalnie w życiu warto trzymać się zasady, że jeśli czegoś się nie umie robić, to się tego nie robi. I o ile olewanie tej reguły w przypadku pisania bloga o grach (i nie tylko) skutkuje tylko i wyłącznie tym, że nikt go nie czyta, to udźwiękawianie gry skazuje całe rzesze graczy na niemiłe doznania, które mógłbym przyrównać do swędzenia w tym jednym miejscu na plecach, do którego nie da się sięgnąć.

Jak taki Bioware robi ME2, to między innymi zatrudnia zawodowych aktorów i, co ważniejsze, reżysera odpowiedzialnego za dialogi, i oni owe dialogi nagrywają. Wszystko jest cacy, oryginalna wersja językowa gry brzmi bardzo dobrze, aktorzy ułatwiają graczowi zanurzenie się w grze i takie tam. Problem powstaje przy pracy nad polską wersją. Tłumacze dostają tekst, najczęściej bez kontekstu (odwieczna bolączka o której już wielu pisało) i tłumaczą. Nie wiedzą kim jest postać, jak wygląda, jak mówi, nie wiedzą nawet co się właściwie dzieje w grze w momencie, kiedy wypowiadana jest ta czy inna kwestia. No ale nic, tłumaczą i oddają. 
Czas na polskich aktorów. Przychodzą do studia, zakładają na uszy słuchawy i jadą z koksem. Jest reżyser, jest odsłuch oryginalnych kwestii (domyślam się, że tak to wygląda w najlepszym przypadku, nie zawsze), więc teoretycznie można nagrać świetne ścieżki dialogowe. Czemu w praktyce wychodzi, jak wychodzi? I o co mi w ogóle chodzi?

O to, że jak gra jest kiepsko udźwiękowiona, to psuje mi to zabawę. Raz dla tego, że mnie to irytuje, a dwa, ponieważ ktoś wyrywa mnie z tej rzeczywistości, do której bilet kupuję wraz z grą. Moja postać, kosmiczny komandor Shepard, człowiek niewielu słów, gada z kimś o dupie Maryni, a ja myślę tylko o tym, że brzmi jak bohater z Baldura. Czekam tylko, aż wyjedzie z "Nadziej się na mój miecz, nikczemniku!!! Aaarrrghhh!" W każdej kwestii aktor stara się zawrzeć dramatyzm "Antygony" i czwartej części "Dziadów". Intonuje, cedzi słowa, w myślach znów jest na 1-szym roku PWST i zdaje egzamin z dykcji. A ja się pytam, gdzie był wtedy reżyser, gdzie był podgląd nagrywanej sceny, gdzie był odsłuch oryginału? Czy tylko ja zauważam, że coś jest grubo nie tak? A da się - chwilę później spotykam jakiegoś totalnie czwartoplanowego najemnika, który ma do powiedzenia trzy zdania na krzyż. I robi to świetnie - albo neutralnie, bez spinek, albo grając, ale grając dobrze, wiarygodnie.

Jest też druga rzecz - przekleństwa. Nie ukrywam, że lubię je trochę może bardziej, i stosuję trochę częściej, niż miły, kulturalny człowiek powinien. Może też dla tego tak spodobał mi się ostatnio polski dubbing Battlefield: Bad Company 2. Bo tam nikt się nie pierdoli (see what I did there? ;). Jak ma być kurwa, to jest, a nawet trzy pod rząd. Jak ktoś jest skurwielem, to jest. Dzięki temu, a także, nie ukrywajmy, skillowi panów Pazury, Baki i reszty, dubbing nie przeszkadzał mi w zanurzeniu się w grę, a wręcz pomagał. Czułem, że rzeczywiście napierdalam z karabinów do skurwieli, którzy napierdalają do mnie. Za to w Mass Effekcie, też niby od 18 lat, prawie padłem na twarz z wrażenia, jak usłyszałem "Sam się pierdol". Pewnie jeden z tłumaczy poczuł wenę i pozwolił sobie na odrobinę pikanterii, za co nie mogę go winić. Tylko czemu chwilę później słyszę "...tych palantów" a w napisach widzę "...tych dupków"? Akurat wtedy reżyser poczuł, że musi zainterweniować, czy jak? I kto, do jasnej cholery, mówi "palanci"?

Mam wrażenie, że gry u nas dubbinguje się tak, jak kreskówki czy kolejne części "Shreka", z myślą o tym samym odbiorcy. Zanim to się nie zmieni, będę omijał pełne polskie wersje kiedy tylko będzie to możliwe. Dreszcze mnie przechodzi na myśl o tym, co by było, gdyby Alana Wake'a też zdubbingowali... to by był dopiero horror ;P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz